wtorek, 26 lutego 2013

Boże czas minął... :)

 
 
 
Możliwe że powinnam zaczać od przywitania się... Możliwe tez że powinnam teraz rozpromieniać sie i szaleć z radości i opowiadać wam w pełni szczułów co działo się i gdzie byłam jak mnie nie było...
A FIGĘ!!!!
Ja mogę naprawde zrozumiec że skoro wasze życie prywatne ogranicza się do mówienia ludziom "hej" na szkolnym korytarzu, ponieważ prawdopodobnie uważacie że jesteście głębsze niż przysłowiowa łyżka do zupy, to czeeepiacie sie centralnie wszystkiego czego tylko możecie żeby tylko podbudować własną cholerną upadłą samoocenę... Ale nie przesadzajmy! Świat nie dzieli się tylko na tych którzy pochodza od małpy i tych co pochodzą od tyranozaura... Ulubionym czytadłem historyków nie jest zawykle kalendaż.... Trupy nie wstają z grobów o 3 nad ranem... A uczniowie nie uciekają z zajęć żeby jarać blanty!
<No.... Może się mylę...>
Ale z ręka na sercu mogę wam powiedzieć że kończąc liceum nadal nie mam pojęcia na cholerę było uczenie się ogarniania zadań typu : Jedzie sobie autobus z drziura w dachu... Przez tę dziurę pada do środka deszcz... Autobus jedzie pod wiatr z prędkością "x"... Oblicz z jaką prędkością spadnie deszcz na powieszchnię jezdni, w bezwietrzny dzień, względem pieszego przebiegającego po pasach 16 metrów od przejeżdżającego autobusu....
Nadal nie mam zielonego pojęcia na cholerę mi wiedzieć jak się liczy deltę i czym różnią się ciągi od funkcji i na cholere są mi potrzebne logarytmy....
Nie mam kompletnie pojęcia po co mam wkuwać na pamięć zasady wyżu i niżu kompensacyjnego, monoaglomeracje i poliagromeracje wraz ze schematami, czy chociażby zasady feminizacji i maskulinizacji społeczeństwa ;)
Tak samo jak przysięgam, że, jeżeli w życiu przyda mi się kiedykolwiek wiedza na temat treści Pana Tadeusza jako Epopei wszech czasów, Dziadów (którejkolwiek cześci), Lalki, lub przyjdzie mi wygłaszać wykład na temat teorii erotycznych w twórczości Dantego Alighierri.... Przysięgam że wrócę do szkoły średniej z opuszczoną głową i pudełkiem czekoladek z likierem i podchodząc do polonisty powiem: "MIAŁ PAN ŚWIĘTA RACJĘ!"
Ale dzięki Bogu... To wszystko jeszcze przede mną... Na razie planowanie studniówki, ogarnianie tzw GIMBAZY rozkminianie systemów operacyjnych ludzi którzy sa zbyt niekompatybilni emocjonalnie żeby z nimi współpracować i latanie po sklepach szukając odpowiedniego prezentu dla chłopaka, pociaga mnie do tego stopnia że mam stanowczo za mało czasu na cokolwiek! :D

KOCHAM ŚCISKAM CAŁUJĘ POZDRAWIAM....
Klikajcie i KARMCIE PSIAKI! :)))
 

środa, 13 lutego 2013

- Lamy i gogle... -

Dobra... Podsumujmy sobie parę rzeczy.... Po pierwsze już dawno tu nie gościłam.... (Ta... Powiedzmy, że czas zaprzątał mi ktoś inny...) Po drugie, jutro WALENTYNKI!!! Więc wszystkim wam życzę wiele wiele wiele wiele wiele radości z sexu! (Bo profesorka psychologii mówi że przeciętny człowiek w moim wieku myśli o TYM średnio co jakieś 3 minuty...)A no i jak najwięcej słodyczy! :) Nawet jeżeli przybędzie wam parę kilogramów to kierujcie się zasadą że "to więcej do kochania :)" :*

A tak wracając do tematu... Siedzę w domu i moja psychika bombardowana jest duperelami typu: "DLACZEGO JA?!", "Ukryta prawda..." i (ależ oczywiście...) "SĘDZIA ANNA MARIA WESOŁOWSKA!" :) Większosć moich znajomych kliknęłaby tu w ikonę "Lubię to!"... Ojej! Nie ma tu takiej ikonki... Jak mi przyyyykro.... Chociaż... Nie, jednak nie :) Bo jeżeli ktoś faktycznie (jak np niektóre babcie...)uważa że nie powinnam się spotykać z przyjaciółmi bo na pewno są dilerami narkotyków, przyjaciółkami bo będą sypiać z moim ojcem albo sprzedadzą mnie komuś za przyslowiowe dżinsy, ani mieć chłopaka bo na bank zależy mu tylko na tym żeby uprawiać dziki seks w szafie kierując się jakimś durnym zakładem z kumplami... I jeżeli akuratnie kupię sukienkę 10 cm za krótką i będę chciała nocować u przyjaciółki to na bank ide sie puszczać :) Tak... Oczywiście... Bo nie mam nic innego ciekawszego do roboty...

BŁAGAM! RATUJCIE SIĘ PRZED KOMPLETNYM PRANIEM MÓZGU!!!

Ustalmy coś... Tak chodze na imprezy , koncerty, festiwale itp(głównie dlatego że większość z nich organizuję...)... Tak mam chłopaka i przyjaciół... Ale NIE piję nic (poza moim ulubionym jabłkowym Re'adsem raz na jakiś czas...) Nie nie tykam się papierosów, fajek, szlugów, elefantów, cygaretek i tym podobnych... Nie tykam się niczego co uwłaczałoby godności jakiejkolwiek dziewczyny w moim wieku...

WIĘC OGARNIJCIE SIE LUDZIE STARSI, BO ŻYCIE TO NIE TYLKO SEKS, DRAGI I PIENIĄDZE! ŻYCIE TO TEŻ SZALEŃSTWA Z PRZYJACIÓŁMI, NIE PRZYCHODZENIE DO DOMU NA WYZNACZONĄ PORĘ, NIE OGARNIANIE TESTÓW I SPRAWDZIANÓW KTÓRE SĄ W SZKOLE, DOSTAWANIE PAŁ (bo uczeń bez jedynki jest jak żołnież bez karabinu, a u mnie w klasie czasami jest wyścig zbrojeń :*)... ŻYCIE TO ŻYCIE.... A life is bruta, sometimes is kopas w dupas, and full of zasadzkas... :)

To tyle na dzisiaj :)
Ściskam! <3

niedziela, 10 lutego 2013


Na niedzielne rozmyślenia polecam te dwie genialne dziewczyny: POSŁUCHAJCIE!


Na jakie rozmyślenia mnie wzięło? Cóż... Dzisiaj ostatni dzień ferii zimowych w Dolnoślaskim więc szykuję się na powitalna pracę klasową z Polskiego z Pana Tadeusza (pozdrowienia dla naszej Kóleczki :))... A poza tym pożądkuję powoli swoje życie... I nadal nie mogę zrozumieć jak to jest, że moja cała rodzina nie może zaakceptować tego kim jestem i z czym wiążę swoja przyszłość... Widzicie.... Lubię udzielać sie w wolontariacie, jestem przewodniczącą Młodzieżowej Rady Miejskiej w Jeleniej Górze.... Więc chcąc nie chcąc praktycznie cały swój wolny czas poświęcam na organizowanie festiwali i imprez... Łażę na spotkania, biore udział w konferencjach.... Pracuję z naprawde świetnymi ludźmi... Czasami zdażają nam się wpadki i podknięcia na ciężkiej, chociaż dopiero co rozpoczynającej się, politycznej drodze... Czasami bywa i tak, że wracam do domu, żucam rzeczami na ziemię i trzaskam drzwiami zawiadamiając mamę, że WYCHODZĘ!!! I ide na dłuuuuugi spacer żeby pomyśleć nad całym życiem wśród debili... Czasami jak każdemu nie idzie mi w szkole... Ale nigdy nie byłam jakimś wielkim ambitnym kujonem.... O nie... Nie przypominam sobie NIC co by na to wskazywało ;) Zawsze bardziej pociągały mnie zajęcia pozalekcyjne... Tańce, chór, sztóki walki... Trenowałam, grałam w teatrze... Aż znalazłam miejsce w szkolnym kabarecie... IDEALNE miejsce wydawałoby się... Z Olką demolką, Kędziorą, Julką, Karoliną, Terkową, Końdziem, Ifką, Bublewyczem, Ksaną i Natalą.... PRZEKÓRNA... Ach łezka kręci mi sie w oku na samo wspomnienie... Prób w Arce, wypadów na festiwale, tekstów naszej ZAKRĘCONEJ pani M. jak np.: "Nie bądźmy pyszni! <minutę puźniej> Ale wiecie że trzeci raz z rzędu nie pozwolą nam wystartować...?" :) Śmiechy... Szalone popołudnia i poranki i każde szkolne okienko spędzone na próbach na stołówce <która tak naprawde jest statkiem kosmicznym który uruchamia się skacząc po odpowiednich kwadratach, a potem te żyłki zjeżdżają bo to tak naprawde lasery....> Boże... Mieliśmy wyobraźnię mieliśmy... A potem? Potem wszystkie przyjaźnie jak te z chłopakami z "BKMiP Squod".... <Uśmiecham się...> Biały na bank kiedyś będzie sławniejszy niż David Guetta... :) A potem był ten cholerny wyjazd... I koniec tego wszystkiego bo wszyscy poszli w zupełnie różnych kierunkach... Jak strasznie dziwnie jest usłyszeć "musimy sie kiedyś spotkać!" od kogos kogo jeszcze parę lat temu widywało się niemal codziennie... Obecnie myślę nad swoim życiem.... I bzdurą by było powiedzieć że niczego nie żałuję... Ale dochodze do wniosku że to każdy krok który kiedykolwiek postawiłam zaskutkował czymś w przyszłości... I dlatego właśnie jestem tu gdzie jestem i robię to co robię... Dlatego kłucę się ze wszystkimi którzy uważają że to co robię to strata czasu... <Patrzcie np moja familia...> A z drugiej strony fajnie jest się pochwalić córeczka czy wnuczka która współpracuje z sejmem, pracuje w urzędzie miasta, jest zapraszana na niewiadomo jakie uroczystości i współpracuje z fundacjami, rzędami, urzedami marszałkowskimi itp w całym kraju... Ale i tu pojawia się jedna mała iskierka... Iskierka która dzień w dzień stara się być właśnie tą jedyną osobą... Ostatnia która mówi mi dobranoc.... I pierwszą od której słysze dzień dobry... <3 Tak tak.... O tobie mówię.... Ty mój ty.... Czasami zapominam, że nie było cie tu obok kiedyś... I naprawde nie mogę pojąć jak to w ogóle możliwe że radziłam sobie te 18 lat bez ciebie... Kocham cię cholero jedna..... SŁYSZYSZ?! :) Panie G! :) HALO! To ja... Mówię do Ciebie chociaż i tak wiem że jest już 19:22.... Więc za osiem minut moja kochana komórka postanowi powiadomić mnie, że usilnie potrzebujesz ze mną porozmawiać... ;) Dobra... To wszystko na dzisiaj... Ide popakować zdjęcia i wspomnienia i zamknąć je w wielkiej skrzyni..... :) A co mi tam... A nóż za pare dobrych lat najdzie mnie na wspominki...?!


Całuję, tęsknię i dziękuję wam wszystkim... <3

Cherezja jest zaraźliowa...

Przysięgam... Przysięgam że za rok wyprowadzam sie od tego wszystkiego co mnie otacza.... Począwszy od idiotów ze szkolnego podwórka, skończywszy na geniuszach mijających mnie na ulicy... Nie no błagam... Czy wy ludzie czasami siebie sami słuchacie?! Niby na zewnątrz jest "PEACE & LOVE", kochajmy się, łączmy i jarajmy blanty bracia! A za rogiem obrażacie sprzątaczki, okradacie nieletnich i nękacie potencjalnych FREEKÓW... Apeluję:

OGARNIJCIE LUDZIE!
 
 
Bo to nie morze być tak, że Bóg widzi to i nie grzmi.... Nie.... On prosto jasno i wyraźnie daje nam uczyć się na własnych błędach... I dla jasności... To nie jest tak, że jestem jakąś tam zagorzałą chrześcijanką... I nie jest też tak że jestem zajebistą szpanującą wszedzie cheretyczką... Nie... Ja po prostu uznaję że nikt nie jest mi w stanie udowodnic że BÓG wygląda tak jak wygląda, że jeste jeden lub jest ich kilku, że nie jest kobietą z głową słonia, owcą, kotem, czy grubym gościem siedzącym po turecku... Niemniej jednak uwarzam że istnieje jakaś tam siła która kieruje naszym życiem... I temu nie da się zaprzeczyć... Jednak... Gdyby Bóg był taki wspaniały, cudowny i kochający jakim go opisują... I gdyby tak strasznie kochał wszystkich popaprańców na tym świecie to nie byłoby wojen, matki nie płakałyby po śmierci swych dzieci, dzieci miałyby obojga rodziców, choroby nie zabierałyby bliskich, ludzie nie głodowaliby, nie cierpieli.... Co wiązałoby się z brakiem potrzeby żeby chwycić się ostatniej deski ratunku i nadziei którym jest wiara... Tym samym ludzie nie modliliby się.... Nie prosiliby o pomoc... Nie musieliby co oznacza że Bóg nie istniałby.... A przynajmniej nie byłby postrzegany poniewarz nie byłby POTRZEBNY....


Osobiście wierzę, ale chodze do kościoła raz na jakiś czas żeby pomyśleć... Nie po to żeby iść i pokazać jaki mam zajebisty nowy kapelusz (pozdrawiam pani Soniu ;)), czy żeby obgadać z sąsiadką z ławki rodzinę przyslowiowych Kowalskich bo co to o nich dawno nie słyszałam.... Nie... Chodze tam żeby być sama i mieć czas żeby pomyśleć... Równocześnie nie chodze na religię w szkole bo jest to dla mnie kompletna strata czasu jeżeli od czasów podstawówki nie nauczono mnie tam kompletnie nic nowego.... Ale na palcu nosze koronkę.... Dlaczego? Nie dlatego żeby zaszpanować.... Po prostu lubię ja mieć przy sobie...

Więc jeżeli spotkacie kogoś takiego jak ja kiedyś w szkole, w domu, u cioci kuzynki waszych chrzestnych na urodzinach, w knajpie lub idąc sobie ulicą.... Nie wyzywajcie go od cheretyków... Niewiernych i tym podobnych... Nie szufladkójcie też ludzi jako skiny, goci, emo i tym podobne... To są normalni ludzie... Mają tylko inny gust, przekonania i wierzą w coś innego niż wy... A nasze społeczeństwo niestety ma tendencję do eliminacji rzeczy, ludzi i pomysłów których nie potrafi zrozumieć.... Dlaczego? Przez zwyczajny STRACH.....


Czołem robaczki do wieczora! ;)

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 3 w drodze... ;)


Zaułki podświadomości.

Brama 2

 

Następnego dnia obudziła się dopiero o drugiej po południu… Sama nie mogła uwierzyć w to, że zdolna jest spać tak długo. W sumie na początku chciała nawet rzucić ze złością budzik w ścianę za karę tego, że jej nie obudził… Jednak zrezygnowała… Wczoraj gdy tylko biała szpitalna peleryna zniknęła za drzwiami Sali, dziewczyna rozpracowała dziwny pojazd szpitalny zwany potocznie wózkiem… Czym prędzej więc miała zamiar wyjść na świeże powietrze… Kiedy wyjechała za drzwi sali szpitalnej dogoniła ją Ella…

-        Panienko! Proszę zaczekać! Byli u pani goście. Kazali przekazać tę paczuszkę. - podała Sarze zawiniętą starannie w czerwony pergamin pakunek. Sara wzięła go grzecznie i słuchała co pielęgniarka ma jeszcze do powiedzenia. Jednak zdenerwowała się kiedy pomyślała o tym, że spała podczas gdy oni się martwili!

-        Kto to był? Dlaczego do diabła nikt mnie nie obudził?!

-        Panienki przyjaciele... – powiedziała bez przekonania - Jeden z chłopców przedstawił się jako Max i prosił, żeby go zawiadomić kiedy tylko się pani obudzi. Nie kazał budzić panienki tylko dlatego, że przyszedł…

-        Czy… Zrobiła to pani?

-        Jeszcze nie…

Sara nie musiała mówić nic więcej. Spojrzała tylko wymownie na bladą i zmęczoną twarz kobiety co starczyło za te niewypowiedziane zdania.

 

Kiedy buła już po środku szpitalnego ogrodu jej uwagę przykuł pewien znajomy dźwięk. Sara szukała go przez krótki moment. Siedział dumnie wystawiwszy pierś do przodu na najwyższej gałęzi stojącego na samym środku parku, świerku. Słowik… Dziewczyna przez chwilę wsłuchiwała się w piękny śpiew ptaka, a potem przypomniała sobie o paczce, którą nadal trzymała na kolanach. Rozwinęła ostrożnie papier i jej oczom ukazał się wspaniały zestaw do szkicowania… Natychmiast zabrała się więc do próby utrwalenia na papierze wciąż śpiewającego ptaka…

Kiedy kończyła szkic, zobaczyła nad sobą jakiś znajomy cień…

-        Max!

-        Podobno, już Ci lepiej Brown.

-        Ta… Powiedzmy, że jeszcze nie oszalałam. Chociaż jeżeli nie dostanę jednego normalnego pełnowartościowego chipsa wyzionę ducha i do końca życia będziesz mnie miał na sumieniu! Wiesz co pielęgniarka próbowała mi wczoraj wcisnąć na kolację?! Powinni zainwestować w kurs gotowania dla personelu kuchni w tym białym wariatkowie….

-        Już wiem czemu recepcjonistka miała mord w oczach gdy zapytałem kiedy Cię wypiszą…

-        Co powiedziała?

-        Cytując? „Oby jak najszybciej…” Ale! Brown… Chyba przez ten wypadek uszczknęłaś trochę swojego talentu! A myślałem, że prezenty się nie zmarnują przy spotkaniu z twoją weną…

-        Prezenty są naprawdę wspaniałe…

-        Ale co?

-        Uważam, że niepotrzebnie tracicie na mnie pieniądze! -Powiedziała prosto z mostu.

Chłopak tylko zaśmiał się głośno i spojrzał na dziewczynę

rozmarzonym wzrokiem.

-        Ej maluszku… Ufasz mi?

-        No nie wiem wielkoludzie! A nie jesteś czasami jednym z tych czarnych charakterów?

-        Jakim cudem mnie przejrzałaś?! Zamierzam Cię porwać i uwięzić w tajnym lochu kilka kilometrów pod oceanem…

To mówiąc zawiązał naszej bohaterce oczy przepaską i zaczął wieść w bliżej nieokreślonym kierunku…

Kiedy Sara poczuła, że wózek zwalnia domyśliła się, że pewnie dotarli do celu…

-        Dobra Brown. Skoncentruj się… Pytanie za 100 punktów. Kogo chciałabyś teraz zobaczyć…

-        Fee, Harry, Adam, Albin i Ty …

-        Dobrze! Właśnie wygrałaś rejs na Galapagos jednoosobową tratwą!!! Możesz zdjąć opaskę mała...

Mimo braku opaski nic nie widziała…

-        Max?

Cisza………………..

-        Maksymilianie Black! Jeżeli to jest jakiś głupi dowcip przyrzekam, że dorwę Cię choćbyś wyjechał na Antarktydę badać pingwiny i wbiję w parkiet z takim impetem żebyś mnie do końca życia zapamiętał!!!

Niepostrzeżenie tuż przed Sarą zapłonął wielki tort. W tym momencie przypomniała sobie, że dzisiaj były jej osiemnaste urodziny… Zapaliło się światło i tuż za tortem stali wszyscy których wymieniła… Trzymali prezenty i wyśpiewywali: „Sto lat!”… Sara była naprawdę szczęśliwa jednak jej uwagę przykuły fałszywe uśmiechy gości… Owszem uśmiechali się, ale ich uśmiechy były jakby przygaszone, smutne…

Odwiedziny trwały kilka godzin, potem wszyscy uściskali Sarę i wyszli… Został tylko Max. Posprzątał i pomógł naszej bohaterce wejść do łóżka… Dziewczyna myślała, że zaraz ją przegna i również opuści, jednak myliła się… Max przysunął sobie krzesło bliżej niej i usiadł.

-          Sara mam dla ciebie jeszcze jeden prezent.

I nie patrząc się na dziewczynę wręczył jej małe pudełeczko… Otworzyła… Jej oczy natrafiły na bilecik… „Tym razem całkiem poważnie…” Dziewczyna wzięła go do ręki i włożyła pomiędzy kartki nowego pamiętnika… Kiedy z powrotem spojrzała na zawartość pudełeczka ujrzała delikatny srebrny wisiorek w kształcie połowy serduszka z wygrawerowanym napisem: „Love never fails…” „Miłość nigdy nie ustaje….” Przetłumaczyła w myślach.

-        Gdzie jest druga połowa Black?

Wciąż wpatrując się w podłogę odpiął powoli pierwszy guzik swojej koszuli i sięgnął ręką do środka. Po chwili jego dłoń znów się wyłoniła, a palce obracały mały srebrny wisiorek z takim samym napisem… Dziewczyna spuściła wzrok i uśmiechnęła się do swoich myśli. Przepowiednia zmienia ludzi… Ich życie… Niech więc tak będzie…

-        Sara… - zaczął Max

-        Już od dawna wiem…

-        Wredny, dwulicowy, kłamliwy….

-        Albin nic mi nie powiedział.

-        Więc skąd ty… Chyba nie umiesz czytać w   myślach co?

Przenikliwa cisza. Sara zastanawiała się nad tym czy nie powiedzieć mu, że ma racje. Uznałby ją za wariatkę. Jest za wcześnie. Potem spojrzała na wisiorek i ostrożnie wyjmując go z pudełka z błyszczącymi oczami zapięła sobie na szyi.


cd nastąpi.... :)

Trylogii Wieku ciąg dalszy...


Zaułki podświadomości.

Brama 1


„Opowieść w połowie wyssana z palca…”

 

Wszystko zaczęło się na wybrzeżu Oceanu Błękitnego. Za tydzień koniec letnich wakacji. Nasza bohaterka stała na brzegu, wpatrzona w obraz zachodzącego słońca. Ostatnie chwile w tym miejscu chciała spędzić właśnie tak. Sam na sam ze słońcem, morzem i złocistym piaskiem. Tak bardzo pragnęła zatrzymać tą chwilę na zawsze… Zamknęła oczy, wsłuchała się w szepty wiatru… Biała, zwiewna sukienka tańczyła z wiatrem walca. Stopy delikatnie zapadały się w tulącym i ciepłym piasku. Tęcza kolorów oplatała bezchmurne niebo. Cisza otaczająca dziewczynę przerywana była co chwileczkę słowami wiatru…

Szeptał on Sarze odkąd się urodziła opowieści o rybakach, syrenach i pięknie świata ukrytego w głębi lądu… Zawsze jej towarzyszył. Pocieszał gdy była smutna, zabawiał w wesołe dni i odwiedzał gdziekolwiek by się nie udała. Był jej najlepszym, choć niewidzialnym przyjacielem. Ale teraz musieli się już pożegnać…

Szła przed siebie zapisując w głowie obrazy, prawdziwego domu, jej rzeczywistości. Myślami wędrowała jednak po świecie do którego miała się udać. Ziemski realizm… Musi wybrać pozostałych, dopełnić przepowiedni… Ostatnie spojrzenie za siebie i wspomnienia wywołujące uśmiech na twarzy. Cóż… Wspaniale było biegać na bosaka po zielonej, lśniącej trawie. Tańczyć i śpiewać w rytmie wygrywanej przez świerszcze muzyki. Śpiewających radośnie ptaków. Kolorów opasających ten krajobraz nie zależnie od pory roku. Nuty przeplatane zapachem róż i tulipanów. Kroki stawiane pośród istnej symfonii zapachów pochodzących od świeżo zebranych owoców i ziół z sadów leśniczych. I nagły, delikatny podmuch wiatru… Przywołanie poczucia czasu. Myśl o przeznaczeniu. Smutek i nieustające poczucie winy… Sara zacisnęła pięści i złożyła tej rzeczywistości przysięgę… Wróci, już nie sama. Udowodni, że jest godna swego przeznaczenia…

* * *

 

                Minęły już dwa lata od kiedy dziewczyna o kasztanowych włosach przekroczyła progi liceum w Rock Town. Mieszkała na przedmieściach które choć pozbawione jakich kol wiek oznak pobytu osób powyżej 18 roku życia, przesiąknięte były tradycją i spokojem do granic wytrzymałości. Wewnątrz barów, kafejek, sklepów i bibliotek panowały miliony osobnych ludzkich charakterów i upodobań. Wszechobecne (wręcz za bardzo wypielęgnowane) ogródki zapraszały do wejścia przed próg domów i spędzenia miłych chwil z mieszkańcami. Kuszący zapach świeżo upieczonych, babcinych ciasteczek z czekoladą, połączony z wonią ciepłego mleka prosto od krowy biły na głowę wszystkie inne unoszące się w powietrzu zapachy… Sara nigdy nie mogła dojść do tego w jaki sposób tak sympatyczne i spokojne przedmieścia mogły współistnieć z rozwrzeszczanym, szybkim, brudnym i złym miastem kryjącym się jakieś trzy, może cztery ulice dalej… Jednak w nowej szkole została miło przyjęta przez uczniów i nauczycieli. Od razu zyskała również poparcie wszystkich pracowników placówki. Z czasem została honorowym członkiem Rady uczniowskiej i ostatnią deską ratunku samorządu szkolnego. Pisała scenariusze dla koła teatralnego, brała udział we wszystkich możliwych konkursach, pomagała nauczycielom, była członkiem wielu kółek naukowych i oczywiście nadzorowała wszystkie akcje organizowane w szkole. Nauczyciele bardzo chwalili sobie jej pomoc, uważali ją za sumienną i odpowiedzialną. Dodajmy również, że miała nienaganny styl. Zawsze skromna, dumna, elegancka. Jednak niebyła jedną z tych snobistycznych laluni, które na przerwach lecą do toalety poprawić sobie „tapetę”, olewają nauczycieli, a idąc korytarzem patrzą na wszystkich z góry. Nie! Sara była całkowitym ich przeciwieństwem. Uczniowie określali ją jako miłą i skorą do pomocy osobę, której można całkowicie zaufać. Poniekąd określa się ją mianem złotego dziecka... Niekiedy na korytarzu słychać jak ktoś z samorządu nazwie ją żmiją, ale jej to zupełnie nie przeszkadza… A dlaczego żmija? Spytacie… Ludzie mówią, że czasem kąsa jak ona…

Nasza bohaterka w śród licznych znajomych ma grupę prawdziwych przyjaciół. W jej skład wchodzą:

 

Max Black. Blondyn o oczach koloru morskiej fali.

Wysoki i szczupły. O wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych i szczerym uśmiechu. Chłopak jest wysportowany i zabawny. Ciągle zabiegany i za grosz nie zważający  na noszony na nadgarstku zegarek… Zresztą kalendarz też nie robi na nim wielkiego wrażenia…Osoba godna uwagi i polecenia, albowiem może wiele osiągnąć. Jest pracowity, posiada zdolności organizatorskie, zmysły dyplomaty, spryt handlowca. Jest również pomysłowy, ambitny i konsekwentny. Lubi brać na siebie wielką odpowiedzialność…

Adam Phillips. Dowcipniś i komediant jakich mało. Ma rude włosy i piegowaty nos które wprost ubóstwia. Na nosie zaszczytne miejsce zajmują małe prostokątne okulary broniące jakby drogi do ciemnych oczu. Adam bardzo ceni sobie przyjaźń, uważnie dobiera przyjaciół i jest im bardzo oddany. Jest bardzo uczuciowy i pamiętliwy jednocześnie - nie zapomni nikomu ani dobrych ani złych uczynków. (Prowadzi wieczny konflikt o keczup w sosie do spaghetti z Fee.)

Fee Flitswek zaś to blond włosa dziewczyna o szaro zielonych oczach która jest najlepszą przyjaciółką Sary. Nie podziela co prawda jej miłości do sportu i dawania z siebie 1200% zaangażowania w wysiłek fizyczny. Ale mimo to przyjaźnią się prawie od zawsze…

Albin Jenkins. Najlepszy kumpel Maxa. Brązowe włosy, zielone oczy, skłonny do sarkastycznych uwag. Za to, co czyni, bierze pełną odpowiedzialność. Swoich życiowych przekonań broni do upadłego i z tego powodu ma czasem kłopoty towarzyskie. Jest pewnym siebie, zdecydowanym na wszystko chłopakiem. Nie znosi nakazów, jest zwolennikiem wolnej myśli i swobodnego działania. Posiada rozległą wiedzę, wybitną inteligencję o szerokich horyzontach. Poważny i spokojny. Razem ze swoim kumplem należą do drużyny pływackiej. I w końcu Harry.

Harry Thomson… Czarne włosy i błysk w równie czarnych oczach sprawiają, że ma w szkole durze grono wielbicielek. Dwa razy słucha raz myśli i raz się odzywa. Motto? Ważne by zawsze wybierać mniejsze zło… Najczęściej odnajdujący swoje miejsce pomiędzy nutami w wybranych utworach wielkich artystów. Odgradzający się od świata za sprawą słuchawek mp3         i powieści tak niezwykłych, a czasami ciężkich do przełknięcia, że tylko on w stanie jest wejść w ich treść i w pełni zrozumieć „co autor miał na myśli?”… Czasami zarzekłabym się, że wszystkie książki świata zostały napisane tylko i wyłącznie dlatego, żeby jego umysł mógł je pochłonąć…

 

* * *

W przeddzień osiemnastych urodzin Sary cała paczka odprowadzała ją na przystanek. Przez całą drogę śmiali się i rozmawiali jak będą się świetnie bawić jutro na imprezie. Kiedy doszli już do przystanku Max musiał ich pożegnać bo spieszył się na spotkanie i bał się, że ucieknie mu tramwaj. Żeby dotrzeć na przystanek tramwajowy trzeba było przejść przez ulicę szybkiego ruchu. I tu zaczynają się schody! Kiedy chłopak przechodził przez ulicę wszystkie samochody zatrzymywały się. Wyjątkiem było czarne volvo perfidnie i z niesamowitą determinacją łamiące wszelkie obowiązujące przepisy drogowe! Ten pirat jechał prosto na blondyna i nie wykazywał chęci ominięcia żywej przeszkody. Wtedy Sara zrzuciła na ziemię plecak i pobiegła w jego stronę… W ułamku sekundy, zdążając w ostatniej chwili odepchnęła Maxa na chodnik. Jednak sama nie zdołała już uciec przed pędzącym samochodem. W chwili potrącenia straciła przytomność… Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła był podnoszący się z ziemi niebieskooki i biegnący w ich stronę przyjaciele…

 

                Ocknęła się dopiero leżąc odosobniona w szpitalnej sali. Kiedy podniosła obolałe powieki zorientowała się gdzie jest. Usiadła… Ze strachem stwierdziła, że nie może poruszać nogami. Rozglądała się po pomieszczeniu. Usiłowała sobie przypomnieć co się stało… Nagle jej uwagę przykuł wazon z pięknie pachnącym bukietem róż, stojący na stoliku obok łóżka. Tylko ten przedmiot nadawał - beznamiętnej i nazbyt sterylnej - sali szpitalnej jakikolwiek kolor. Wśród białych ścian, podłóg i pościeli te czerwone róże były istną symfonią kolorów! O wazon oparta była mała karteczka. Dziewczyna sięgnęła po bilecik i natychmiast rozpoznała pismo Olki. I nagle kiedy dotarł do niej zapach różanego bukietu, przed oczami przeleciało jej całe życie. Wszystkie szkoły, wojny, wyzwania, odkrycia, podróże, obietnice, przygody… I to chyba najważniejsze. Moment, w którym wreszcie odnalazła prawdziwych przyjaciół. Kiedy Max i ona stali się sobie bliscy. To podczas imprezy spotkali się po raz pierwszy. Pamięć jej nie myliła. Fee i Albin przedstawili ich sobie, a Max pierwszy wyciągnął do niej rękę na powitanie z tym swoim łobuzerskim uśmiechem. Pamiętała jego pierwsze słowa jakby wypowiedział je przed kilkoma sekundami. „Wiesz… Przywitam się i zaraz zniknę na chwilkę. Muszę zamordować Albina za to, że tak perfidnie kłamał na twój temat. Mówił, że jesteś piegowata, kurduplasta, a twoje włosy wyglądają jak szopa… A tu proszę… Normalnie mógłbym ci się teraz pokłonić i zapytać czy bolało gdy spadłaś z nieba!”. Od tego żartu wszystko się zaczęło… Pamiętała… Kiedy spojrzała w te niebieskie oczy… W jego spojrzeniu było coś wspaniałego, tajemniczego… Ta tajemnica aż prosiła się o odkrycie. Nagle z zamyślenia wyrwał ja podmuch wiatru wlatującego przez otwarte okno. Stary przyjaciel… Pomimo odległości, sytuacji, minionego czasu. Pamiętając o niej przybył w odwiedziny… Postanowiła wyjść na świeże powietrze. Jednak fakt, że nadal nie może poruszać nogami nieco krzyżował jej ten plan. Więc jeszcze raz rozejrzała się po szpitalnej sali w poszukiwaniu jakiegoś choćby najprostszego rozwiązania swojego problemu… Obok szpitalnego łóżka stał wózek inwalidzki. Wdrapała się na niego i po chwili udało jej się rozgryźć jak się „to” obsługuje. Niestety… Zanim zdążyła zrealizować swój chytry plan ucieczki z tego białego więzienia, do sali wkroczył lekarz w towarzystwie pielęgniarki… Kiedy ich zobaczyła żadna z dwóch twarzy nie wskazywała na zadowolenie z jej pomysłu. Dzięki Bogu znała tego lekarza, aż za dobrze… Tylko co on tu robił?

-        Ella możesz mnie z nią zostawić? – Siwawy mężczyzna wskazał pielęgniarce drzwi, a kobieta posłusznie wyszła.

-        To co? Teraz nazywasz się Piotr… - Sara krzyżując ręce na piersiach przybrała postawę naburmuszonej sześciolatki.

-        Władczyni znam cię dokąd byłaś jeszcze w brzuchu swej matki! Mam prawo od czasu do czasu zmienić co nieco nawet jeżeli miałoby to być moje imię… Zresztą w twoim mniemaniu zawsze będę Rudym…

-        Phi! Ale pamiętaj, że twarz zawsze zostaje ta sama… Rudy znalazłam ich. Wiem, że już czas… Nawet jeśli teraz kopnę w kalendarz nie przestanę nawiedzać cię w burzowe noce… - Sara zachichotała udając ducha… - Poza tym i tak coś rzuciło mi się na moje nogi bo nie chcą mnie słuchać…

-        To nie są żarty Seremino. Skiny przyniosły wieści, że złamano powietrzne królestwo.

-        To znaczy, że przepowiednia zaczęła się spełniać.

-        Musimy działać szybko. Ten wypadek też nie był przypadkowy. Zgadnij kto prowadził samochód z barierą…

-        Kryksy… Więc dlatego udało im się mnie zranić. Bariera.

-        Jest tylko jedno lekarstwo na jej działanie… Pijawka z bagien Styksu. Wiesz o tym. Będzie szybko ale boleśnie. Pamiętasz, że na ciebie działają wyjątkowo silnie. Ostatnim razem o mało cię nie straciliśmy…

-        Będzie dobrze. Nawet jeśli mnie zabraknie oni dopełnią przepowiednie. Zaufaj Fee. Na wszelki wypadek gdyby było ze mną tak źle jak ostatnim razem daj im pudełko z opowieściami… Będą wiedzieli co robić…

Zaułki podświadomości...

Na sam początek...:

http://www.youtube.com/watch?v=XZ3OLswKKAw

A teraz przechodząc do sedna... :) Obiecałam wstawiać tytaj swoje opowieści? Obiecałam... Nie wyprę się... Dobra... to może zacznijmy od początku... Historia ta.... A zresztą! Posłuchajcie....


„Strzeżcie się tego,
co tworzą wasze ręce i umysł,
gdy łączą się w jedno,
bo nie jest,
nie było,
lecz stać się może…
Prawdziwe…”
 

„Ciągle tylko ten teatr, malowanie, bazgranie bzdur, telewizja… To, że jesteś dobrym rysownikiem tylko ci się wydaje! Tak samo jak WYDAJE Ci się, że umiesz dobrze śpiewać i tylko WYDAJE Ci się że potrafisz tańczyć… O pisaniu to już nie wspomnę! Przestań wreszcie żyć w jakimś wyimaginowanym świecie i zostaw marzenia tym, których stać na ich spełnianie!”
 

Nie przestałam. Nie zostawiłam. I tak… Wydawało mi się… A teraz już mi się nie wydaje. Teraz wiem kim jestem i doszłam do tego nie dzięki waszej pomocy…


Prolog…

Czy coś w ten deseń...

 

                Zagłębiając się w otchłań czasostanu poczęłam zastanawiać się nad wymierającą już od kilku dobrych lat istotą ludzkiej egzystencji… Zanim zacznę jednak snuć tę kruchą niby chińska porcelana opowieść (a możecie mnie trzymać za słowo, że jest równie barwna jak tęcza rozświetlająca podeszczowe niebo) niezmiennie nasycającą wyobraźnię pojmujących nawet najbardziej zaplątane filozofie, musicie wiedzieć, że istnieje coś jeszcze… Coś co pozornie jest niczym i prawdopodobnie pozostałoby w odosobnieniu gdyby nie przejęta od oślej populacji wrodzona upartość, ludzki sposób na postrzeganie ogromu wszechrzeczy i chęć nieuzasadnionego poskromienia tajemnic Wszechświata… Ucieszy was pewnie fakt, że w największym sekrecie przed rasą ludzką, tuż pod naszymi zapatrzonymi w siebie nosami coś jednak postanowiło zaistnieć. Zawróćcie jeżeli celem waszym nie jest zgłębianie tajemnic przeplatających się światów… Jeśli odkryliście jednak w sobie chęć nienasyconej ciekawości zapraszam  was do Pozaświata i Bezmiaru bo trzeci świat otacza was i jest waszym schronieniem…

* * *

                Za dwunastoma ośmioma lustrami w Sali Strażnika Wieczności znajdował się korytarz Bezmiaru. Bezmiar był przejściem pomiędzy dwoma światami rzeczywistymi. Pozaświat istniał dając schronienie duszom, cieniom, elfom, magom, całej masie istot i przedmiotów magicznych z reguły nieprawdziwych, wymyślonych lub w większości zbiegłych poza granice ludzkiej fantazji… Świat Ludzki szary i tak zwyczajny w swojej prostocie, że stawał się nudniejszy od igieł i szpilek sprzedawanych na targu staroci… Ludzie (rasa bezwiedna, bezgranicznie prostolinijna, pogrążona w rzeczywistych i nieistotnych często problemach) nie posiadali zdolności „Widzenia”. Widzący zaś jeżeli tylko rodzili się w ludzkim świecie niemal w 99 % pochodzili z Pozaświata. Jednak tylko nieliczni z widzących potrafili znaleźć w sobie fantazję i wiarę pozwalającą na podróżowanie pomiędzy światami… Poznajcie Trylogię Wieku. Historię jednej z widzących… Otwieram przed wami drzwi do Bezmiaru rzeczywistości…

 



Zaułki podświadomości.

Korytarz nicości…


-        To ma swoje plusy wiesz?

Szaro zielone oczy wpatrywały się w bazgrzącą coś Sarę. Zamaszystymi ruchami zakańczała ogonki w j, g i y. Pisała szybko pogrążając się w odmętach swej stanowczo zbyt wybujałej wyobraźni usiłując przypomnieć sobie wszelkie szczegóły ostatniej sennej opowieści…

-        Fee… Pomyśl… Czy według ciebie normalnym jest,

żeby zasypiając budzić się w kompletnie innym świecie? Czy uważasz za normalne „dwa życia"? Ja nie… Straciłam rachubę. Nie wiem gdzie obudzę się następnym razem… Nie wiem co stanie się gdy tylko zamknę oczy!

-        Gdy opowiadasz mi za każdym razem co wyśniłaś, to tak

jakbyśmy były bohaterkami jakiejś cudownej produkcji Hollywoodzkiej! Nigdy nie chciałaś znaleźć się w świecie pełnym czarów, stworzeń i rzeczy nie z tego świata?!

-        Za późno… Już tam byłam…

Ruda potarła posiniałe ze zmęczenia oczy i nadal obserwowała piszącą przyjaciółkę. Dziewczyna owszem była niezwykła. Jej sny układały się w całość. Tak jakby faktycznie miała drugie życie… Czasami Fee zastanawiała się czemu w jej śnie jest blondynką. Dlaczego wszyscy z ich otoczenia, którzy pojawiają się w tym „innym świecie” wyglądają nieco inaczej? Dlaczego Seremina i smoki? Dlaczego te wszystkie sny łączą w sobie książki, opowieści, filmy… Nie wiedziała tego. Tak wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. A mimo starań i poszukiwań już od dwóch lat nie potrafiły odnaleźć sensu w „sennych opowieściach”. Przeszukały wszystkie możliwe książki i cały Internet. Odwiedzały znanych ludzi, a nawet pofatygowały się do medium! Ale nikt nie potrafił im pomóc….
         

Sara zamknęła kolejny już prawie do końca zapisany zeszyt. „Sennik”. Opisywała tam każdy szczegół tej innej rzeczywistości. Gdy kończyła pisać pozostawało jej tylko sięgnąć do swego lewego nadgarstka po mały wiszący na bransoletce srebrny kluczyk otwierający zamek starej, przedwojennej, marynarskiej skrzyni ( pozostałości po podróżach pradziadka ) i schowanie w jej odmętach kolejnych kart zapisanego papieru.


Od dwóch lat co noc nawiedzały ją jakby kolejne rozdziały książki. Kolejne retrospekcje wyrwane z głębi pamięci…  W końcu zaczęła nazywać je „zaułkami podświadomości”. W dwa lata zwiedziła 30 zaułków. Otworzyła 30 bram. I od trzech nocy powtarzał się jeden i ten sam sen… Bez ciągu dalszego… Bez pomysłów na dalsze retrospekcje… Każda noc zaczynała się tak samo. Kładła się do łóżka, nastawiała budzik na maksymalną głośność żeby mieć pewność iż wybudzi ją jak najszybciej udzielając schronienia od ciągu dalszego sennych opowieści i zamykała oczy wpatrzona w księżyc rozświetlający ulicę za oknem. Nagle oślepiało ją przerażające, ostre, białe światło. Otwierała oczy i już była „poza światem”. Stała w piżamie i pluszowych kapciach pośrodku korytarza bez początku i końca. Otoczona zewsząd przez ponumerowane drzwi. Bramy... Wiedziała, że musi gdzieś dojść, znaleźć wyjście… Każdej nocy otwierała więc kolejną bramę szukając odpowiedzi. Każdej nocy znajdowała się w kolejnej części swojego drugiego życia… Każdej nocy… Bez wyjątku…



Pozdrawiam i obiecuję opublikować ciąg dalszy juz za moment... ;) KOMENTUJCIE!!! :)
 

czwartek, 7 lutego 2013

Zabić to mało....

Nie no przysięgam, że centralnie kogoś dzisiaj zabiję... Nie mówcie ,że was nie wkurzają sytuacje w których idziecie sobie ulicą, a obok was przechodzi facet, w którego spodniach wyglądałybyście po prostu świetnie! <WTF?!>
Ja rozumiem chłopaki że żyjemy w świecie, który powinien was akceptować takimi jakimi jesteście.... No ale nie przesadzajmy!!! ŚWIAT MA OCZY! Dziewczyny też MAJĄ OCZY!!! Co oznacza że spodnie tak przyciasne że widać waszą SPRAWĘ.... Chociaż u co poniektórych nie jest to nawet TYCI INTERESIK.... <Nie to żebyśmy się przyglądały czy coś...> Ale to to nie jest jeszcze najgorsze... NAJGORSZE co możecie robić to chodzić po mieście w spodniach odsłaniających wam połowę tyłka, z krokiem w kolanach... BOŻE WIDZISZ TO I NIE GRZMISZ.... Ok... W naszych czasach istnieją stereotypy, idole, idolki i TRENDY których powinno sie trzymać... Najczęściej są to luźne obiekcje od producentów zagranicznych filmów, dotyczące tego w co powinniśmy sie ubrać.... Czego słuchać... Jak się zachowywać... I jakie pić wstrząśnięte, nie mieszane martini....

CO NIE OZNACZA, ŻE POWINNIŚMY NOSIĆ ZŁOTE ŁAŃCUCHY, ROZBIJAĆ SIĘ SAMOCHODAMI PO AUTOSTRADACH CZY WYZYWAĆ SIE NA MECZACH OCH IDIOTÓW I
SKOŃCZONYCH DEBILI...



Przepraszam, ale taka jest prawda.... Nasze społeczeństwo jest
C H O R E
Co daje nam jasno do zrozumienia na przykład nasz genialny wręcz wymiar sprawiedliwości.... Nie będę tego dzisiaj komentować... Za to opowiem wam jedna jedyną historie która miała dzisiaj miejsce...

Wyobraźcie sobie że jedziecie sobie autobusem... Zmęczenie po prostu was dobija po całodniowym przesiąkaniu biórową arystokracją.... I nagle wasz wzrok ląduje na teoretycznie pustej, skąpo ubranej

(bo -15 w cieniu to prawie jak na Chawajach...) blondynce... Nie miałabym jej nic do zarzucenia gdyby tapeta na jej twarzy nie wyglądała jakby miała odpadać płatami, a różowe tipsy na pół metra w przód nie pstrykały namiętnie w dotykowy ekranik telefonu komórkowego.... "Cholera..." Myślę sobie... Ale nie to wzbódziło moje zainteresowanie, a fakt że siedziała na kolanach chłopaka, który w prawdzie nawet byłby przystojny gdyby nie wiszący na nim, zaduży o 10 numerów szary dres... I możliwe że olałabym ich i zajęła się czytaniem nowo zakupionej gazety... Gdyby nie rozmowa jaką przeprowadzili... Chłopak spojżał blondynce głęboko w oczy... Odgarnął jej ręką wlosy za ucho... I oświadczył: "Z twarzy to ty nawet niezła dupa jesteś..."...
Usiadłam z wrażenia... Przysięgam że na jej miejscu przypieprzyłabym mu na środku tego cholernego autobusu... Ale nie... Ona odchyliła tylko lekko telefon, pocałowała go z głupawym uśmieszkiem i poswiadczyła swojemu "misiaczkowi" - "jakie to było słoooooodkie...."....

"Ciao Bambino, żegnaj mała, tam są drzwi!!!"

<3

Żegnam...





PS.: KONKURSOWO TUTAJ:::
http://amelkowyzawrotglowy.blogspot.com/2013/02/konkurs.html?showComment=1360142000713#c164079040000752259

 

środa, 6 lutego 2013

Rydzu ty wariacie!!!

Tak tak... Przyznaje się... Jestem lekko zwariowana... ;) Ale cóż... Mówią, że tylko wariaci są cokolwiek warci :) Jeżeli moge będę wam pisać o rzeczach totalnie trywialnych, banalnych, czasami otaczających nas dookoła... Jeśli pozwolicie podrzuce wam też parę swoich sennych opowieści... A CO MI TAM! :**

I nie... To nie będzie jakis tam super świetny, sweeeetaśny blożek o konikach, tęczowych cukierkowych kieckach czy imprezkach z najmniej odpowiednich okazji... Nie nie nie słoneczka... Nie jesteśmy już misiaczkami... Dzieciaczkami czy pszczółkami... A ja nie jestem miła panią przedszkolanką która niańczy wszystko dookoła ;)

Jak mawiają moi znajomi jestem matką opiekunką wszystkich skrzywdzonych dzieci tego świata, co oznacza że opieprzam, ochrzaniam i opierniczam wszystko co tylko sie rusza jeżeli uważam że jest to złe, głupie lub lekkomyślne... :)

Pozdrawiam i do usłyszenia! :*