Zaułki podświadomości.
Brama 1
„Opowieść w połowie wyssana z palca…”
Wszystko zaczęło się na wybrzeżu
Oceanu Błękitnego. Za tydzień koniec letnich wakacji. Nasza bohaterka stała na
brzegu, wpatrzona w obraz zachodzącego słońca. Ostatnie chwile w tym miejscu
chciała spędzić właśnie tak. Sam na sam ze słońcem, morzem i złocistym
piaskiem. Tak bardzo pragnęła zatrzymać tą chwilę na zawsze… Zamknęła oczy,
wsłuchała się w szepty wiatru… Biała, zwiewna sukienka tańczyła z wiatrem walca.
Stopy delikatnie zapadały się w tulącym i ciepłym piasku. Tęcza kolorów
oplatała bezchmurne niebo. Cisza otaczająca dziewczynę przerywana była co
chwileczkę słowami wiatru…
Szeptał on Sarze odkąd się urodziła
opowieści o rybakach, syrenach i pięknie świata ukrytego w głębi lądu… Zawsze
jej towarzyszył. Pocieszał gdy była smutna, zabawiał w wesołe dni i odwiedzał
gdziekolwiek by się nie udała. Był jej najlepszym, choć niewidzialnym
przyjacielem. Ale teraz musieli się już pożegnać…
Szła przed siebie zapisując w głowie
obrazy, prawdziwego domu, jej rzeczywistości. Myślami wędrowała jednak po
świecie do którego miała się udać. Ziemski realizm… Musi wybrać pozostałych,
dopełnić przepowiedni… Ostatnie spojrzenie za siebie i wspomnienia wywołujące
uśmiech na twarzy. Cóż… Wspaniale było biegać na bosaka po zielonej, lśniącej
trawie. Tańczyć i śpiewać w rytmie wygrywanej przez świerszcze muzyki.
Śpiewających radośnie ptaków. Kolorów opasających ten krajobraz nie zależnie od
pory roku. Nuty przeplatane zapachem róż i tulipanów. Kroki stawiane pośród
istnej symfonii zapachów pochodzących od świeżo zebranych owoców i ziół z sadów
leśniczych. I nagły, delikatny podmuch wiatru… Przywołanie poczucia czasu. Myśl
o przeznaczeniu. Smutek i nieustające poczucie winy… Sara zacisnęła pięści i
złożyła tej rzeczywistości przysięgę… Wróci, już nie sama. Udowodni, że jest
godna swego przeznaczenia…
* * *
Minęły
już dwa lata od kiedy dziewczyna o kasztanowych włosach przekroczyła progi liceum
w Rock Town. Mieszkała na przedmieściach które choć pozbawione jakich kol wiek
oznak pobytu osób powyżej 18 roku życia, przesiąknięte były tradycją i spokojem
do granic wytrzymałości. Wewnątrz barów, kafejek, sklepów i bibliotek panowały
miliony osobnych ludzkich charakterów i upodobań. Wszechobecne (wręcz za bardzo
wypielęgnowane) ogródki zapraszały do wejścia przed próg domów i spędzenia
miłych chwil z mieszkańcami. Kuszący zapach świeżo upieczonych, babcinych
ciasteczek z czekoladą, połączony z wonią ciepłego mleka prosto od krowy biły
na głowę wszystkie inne unoszące się w powietrzu zapachy… Sara nigdy nie mogła
dojść do tego w jaki sposób tak sympatyczne i spokojne przedmieścia mogły
współistnieć z rozwrzeszczanym, szybkim, brudnym i złym miastem kryjącym się
jakieś trzy, może cztery ulice dalej… Jednak w nowej szkole została miło
przyjęta przez uczniów i nauczycieli. Od razu zyskała również poparcie
wszystkich pracowników placówki. Z czasem została honorowym członkiem Rady
uczniowskiej i ostatnią deską ratunku samorządu szkolnego. Pisała scenariusze
dla koła teatralnego, brała udział we wszystkich możliwych konkursach, pomagała
nauczycielom, była członkiem wielu kółek naukowych i oczywiście nadzorowała
wszystkie akcje organizowane w szkole. Nauczyciele bardzo chwalili sobie jej
pomoc, uważali ją za sumienną i odpowiedzialną. Dodajmy również, że miała
nienaganny styl. Zawsze skromna, dumna, elegancka. Jednak niebyła jedną z tych
snobistycznych laluni, które na przerwach lecą do toalety poprawić sobie
„tapetę”, olewają nauczycieli, a idąc korytarzem patrzą na wszystkich z góry.
Nie! Sara była całkowitym ich przeciwieństwem. Uczniowie określali ją jako miłą
i skorą do pomocy osobę, której można całkowicie zaufać. Poniekąd określa się
ją mianem złotego dziecka... Niekiedy na korytarzu słychać jak ktoś z samorządu
nazwie ją żmiją, ale jej to zupełnie nie przeszkadza… A dlaczego żmija?
Spytacie… Ludzie mówią, że czasem kąsa jak ona…
Nasza bohaterka w śród licznych
znajomych ma grupę prawdziwych przyjaciół. W jej skład wchodzą:
Max Black. Blondyn o oczach koloru morskiej
fali.
Wysoki i szczupły. O wyraźnie zarysowanych kościach
policzkowych i szczerym uśmiechu. Chłopak jest wysportowany i zabawny. Ciągle
zabiegany i za grosz nie zważający na
noszony na nadgarstku zegarek… Zresztą kalendarz też nie robi na nim wielkiego
wrażenia…Osoba godna uwagi i polecenia, albowiem może wiele osiągnąć. Jest
pracowity, posiada zdolności organizatorskie, zmysły dyplomaty, spryt
handlowca. Jest również pomysłowy, ambitny i konsekwentny. Lubi brać na siebie
wielką odpowiedzialność…
Adam Phillips. Dowcipniś i komediant jakich mało.
Ma rude włosy i piegowaty nos które wprost ubóstwia. Na nosie zaszczytne
miejsce zajmują małe prostokątne okulary broniące jakby drogi do ciemnych oczu.
Adam bardzo ceni sobie przyjaźń, uważnie dobiera przyjaciół i jest im bardzo
oddany. Jest bardzo uczuciowy i pamiętliwy jednocześnie - nie zapomni nikomu
ani dobrych ani złych uczynków. (Prowadzi wieczny konflikt o keczup w sosie do
spaghetti z Fee.)
Fee Flitswek zaś to blond włosa dziewczyna o szaro
zielonych oczach która jest najlepszą przyjaciółką Sary. Nie podziela co prawda
jej miłości do sportu i dawania z siebie 1200% zaangażowania w wysiłek
fizyczny. Ale mimo to przyjaźnią się prawie od zawsze…
Albin Jenkins. Najlepszy kumpel Maxa. Brązowe
włosy, zielone oczy, skłonny do sarkastycznych uwag. Za to, co czyni, bierze pełną
odpowiedzialność. Swoich życiowych przekonań broni do upadłego i z tego powodu
ma czasem kłopoty towarzyskie. Jest pewnym siebie, zdecydowanym na wszystko
chłopakiem. Nie znosi nakazów, jest zwolennikiem wolnej myśli i swobodnego
działania. Posiada rozległą wiedzę, wybitną inteligencję o szerokich
horyzontach. Poważny i spokojny. Razem ze swoim kumplem należą do
drużyny pływackiej. I w końcu Harry.
Harry Thomson… Czarne włosy i błysk w równie
czarnych oczach sprawiają, że ma w szkole durze grono wielbicielek. Dwa razy
słucha raz myśli i raz się odzywa. Motto? Ważne by zawsze wybierać mniejsze
zło… Najczęściej odnajdujący swoje miejsce pomiędzy nutami w wybranych utworach
wielkich artystów. Odgradzający się od świata za sprawą słuchawek mp3 i powieści tak niezwykłych, a czasami ciężkich
do przełknięcia, że tylko on w stanie jest wejść w ich treść i w pełni
zrozumieć „co autor miał na myśli?”… Czasami zarzekłabym się, że wszystkie
książki świata zostały napisane tylko i wyłącznie dlatego, żeby jego umysł mógł
je pochłonąć…
* * *
W przeddzień osiemnastych urodzin Sary
cała paczka odprowadzała ją na przystanek. Przez całą drogę śmiali się i
rozmawiali jak będą się świetnie bawić jutro na imprezie. Kiedy doszli już do
przystanku Max musiał ich pożegnać bo spieszył się na spotkanie i bał się, że
ucieknie mu tramwaj. Żeby dotrzeć na przystanek tramwajowy trzeba było przejść
przez ulicę szybkiego ruchu. I tu zaczynają się schody! Kiedy chłopak
przechodził przez ulicę wszystkie samochody zatrzymywały się. Wyjątkiem było
czarne volvo perfidnie i z niesamowitą determinacją łamiące wszelkie
obowiązujące przepisy drogowe! Ten pirat jechał prosto na blondyna i nie wykazywał
chęci ominięcia żywej przeszkody. Wtedy Sara zrzuciła na ziemię plecak i
pobiegła w jego stronę… W ułamku sekundy, zdążając w ostatniej chwili
odepchnęła Maxa na chodnik. Jednak sama nie zdołała już uciec przed pędzącym
samochodem. W chwili potrącenia straciła przytomność… Ostatnią rzeczą jaką
zobaczyła był podnoszący się z ziemi niebieskooki i biegnący w ich stronę
przyjaciele…
Ocknęła
się dopiero leżąc odosobniona w szpitalnej sali. Kiedy podniosła obolałe
powieki zorientowała się gdzie jest. Usiadła… Ze strachem stwierdziła, że nie może
poruszać nogami. Rozglądała się po pomieszczeniu. Usiłowała sobie przypomnieć
co się stało… Nagle jej uwagę przykuł wazon z pięknie pachnącym bukietem róż,
stojący na stoliku obok łóżka. Tylko ten przedmiot nadawał - beznamiętnej i
nazbyt sterylnej - sali szpitalnej jakikolwiek kolor. Wśród białych ścian,
podłóg i pościeli te czerwone róże były istną symfonią kolorów! O wazon oparta
była mała karteczka. Dziewczyna sięgnęła po bilecik i natychmiast rozpoznała
pismo Olki. I nagle kiedy dotarł do niej zapach różanego bukietu, przed oczami
przeleciało jej całe życie. Wszystkie szkoły, wojny, wyzwania, odkrycia,
podróże, obietnice, przygody… I to chyba najważniejsze. Moment, w którym
wreszcie odnalazła prawdziwych przyjaciół. Kiedy Max i ona stali się sobie bliscy.
To podczas imprezy spotkali się po raz pierwszy. Pamięć jej nie myliła. Fee i Albin
przedstawili ich sobie, a Max pierwszy wyciągnął do niej rękę na powitanie z
tym swoim łobuzerskim uśmiechem. Pamiętała jego pierwsze słowa jakby
wypowiedział je przed kilkoma sekundami. „Wiesz… Przywitam się i zaraz zniknę
na chwilkę. Muszę zamordować Albina za to, że tak perfidnie kłamał na twój
temat. Mówił, że jesteś piegowata, kurduplasta, a twoje włosy wyglądają jak
szopa… A tu proszę… Normalnie mógłbym ci się teraz pokłonić i zapytać czy
bolało gdy spadłaś z nieba!”. Od tego żartu wszystko się zaczęło… Pamiętała…
Kiedy spojrzała w te niebieskie oczy… W jego spojrzeniu było coś wspaniałego,
tajemniczego… Ta tajemnica aż prosiła się o odkrycie. Nagle z zamyślenia wyrwał
ja podmuch wiatru wlatującego przez otwarte okno. Stary przyjaciel… Pomimo
odległości, sytuacji, minionego czasu. Pamiętając o niej przybył w odwiedziny…
Postanowiła wyjść na świeże powietrze. Jednak fakt, że nadal nie może poruszać
nogami nieco krzyżował jej ten plan. Więc jeszcze raz rozejrzała się po
szpitalnej sali w poszukiwaniu jakiegoś choćby najprostszego rozwiązania
swojego problemu… Obok szpitalnego łóżka stał wózek inwalidzki. Wdrapała się na
niego i po chwili udało jej się rozgryźć jak się „to” obsługuje. Niestety…
Zanim zdążyła zrealizować swój chytry plan ucieczki z tego białego więzienia,
do sali wkroczył lekarz w towarzystwie pielęgniarki… Kiedy ich zobaczyła żadna
z dwóch twarzy nie wskazywała na zadowolenie z jej pomysłu. Dzięki Bogu znała
tego lekarza, aż za dobrze… Tylko co on tu robił?
-
Ella
możesz mnie z nią zostawić? – Siwawy mężczyzna wskazał pielęgniarce drzwi, a kobieta
posłusznie wyszła.
-
To
co? Teraz nazywasz się Piotr… - Sara krzyżując ręce na piersiach przybrała
postawę naburmuszonej sześciolatki.
-
Władczyni
znam cię dokąd byłaś jeszcze w brzuchu swej matki! Mam prawo od czasu do czasu
zmienić co nieco nawet jeżeli miałoby to być moje imię… Zresztą w twoim
mniemaniu zawsze będę Rudym…
-
Phi!
Ale pamiętaj, że twarz zawsze zostaje ta sama… Rudy znalazłam ich. Wiem, że już
czas… Nawet jeśli teraz kopnę w kalendarz nie przestanę nawiedzać cię w burzowe
noce… - Sara zachichotała udając ducha… - Poza tym i tak coś rzuciło mi się na
moje nogi bo nie chcą mnie słuchać…
-
To
nie są żarty Seremino. Skiny przyniosły wieści, że złamano powietrzne
królestwo.
-
To
znaczy, że przepowiednia zaczęła się spełniać.
-
Musimy
działać szybko. Ten wypadek też nie był przypadkowy. Zgadnij kto prowadził
samochód z barierą…
-
Kryksy…
Więc dlatego udało im się mnie zranić. Bariera.
-
Jest
tylko jedno lekarstwo na jej działanie… Pijawka z bagien Styksu. Wiesz o tym.
Będzie szybko ale boleśnie. Pamiętasz, że na ciebie działają wyjątkowo silnie.
Ostatnim razem o mało cię nie straciliśmy…
-
Będzie
dobrze. Nawet jeśli mnie zabraknie oni dopełnią przepowiednie. Zaufaj Fee. Na
wszelki wypadek gdyby było ze mną tak źle jak ostatnim razem daj im pudełko z
opowieściami… Będą wiedzieli co robić…