sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 3 w drodze... ;)


Zaułki podświadomości.

Brama 2

 

Następnego dnia obudziła się dopiero o drugiej po południu… Sama nie mogła uwierzyć w to, że zdolna jest spać tak długo. W sumie na początku chciała nawet rzucić ze złością budzik w ścianę za karę tego, że jej nie obudził… Jednak zrezygnowała… Wczoraj gdy tylko biała szpitalna peleryna zniknęła za drzwiami Sali, dziewczyna rozpracowała dziwny pojazd szpitalny zwany potocznie wózkiem… Czym prędzej więc miała zamiar wyjść na świeże powietrze… Kiedy wyjechała za drzwi sali szpitalnej dogoniła ją Ella…

-        Panienko! Proszę zaczekać! Byli u pani goście. Kazali przekazać tę paczuszkę. - podała Sarze zawiniętą starannie w czerwony pergamin pakunek. Sara wzięła go grzecznie i słuchała co pielęgniarka ma jeszcze do powiedzenia. Jednak zdenerwowała się kiedy pomyślała o tym, że spała podczas gdy oni się martwili!

-        Kto to był? Dlaczego do diabła nikt mnie nie obudził?!

-        Panienki przyjaciele... – powiedziała bez przekonania - Jeden z chłopców przedstawił się jako Max i prosił, żeby go zawiadomić kiedy tylko się pani obudzi. Nie kazał budzić panienki tylko dlatego, że przyszedł…

-        Czy… Zrobiła to pani?

-        Jeszcze nie…

Sara nie musiała mówić nic więcej. Spojrzała tylko wymownie na bladą i zmęczoną twarz kobiety co starczyło za te niewypowiedziane zdania.

 

Kiedy buła już po środku szpitalnego ogrodu jej uwagę przykuł pewien znajomy dźwięk. Sara szukała go przez krótki moment. Siedział dumnie wystawiwszy pierś do przodu na najwyższej gałęzi stojącego na samym środku parku, świerku. Słowik… Dziewczyna przez chwilę wsłuchiwała się w piękny śpiew ptaka, a potem przypomniała sobie o paczce, którą nadal trzymała na kolanach. Rozwinęła ostrożnie papier i jej oczom ukazał się wspaniały zestaw do szkicowania… Natychmiast zabrała się więc do próby utrwalenia na papierze wciąż śpiewającego ptaka…

Kiedy kończyła szkic, zobaczyła nad sobą jakiś znajomy cień…

-        Max!

-        Podobno, już Ci lepiej Brown.

-        Ta… Powiedzmy, że jeszcze nie oszalałam. Chociaż jeżeli nie dostanę jednego normalnego pełnowartościowego chipsa wyzionę ducha i do końca życia będziesz mnie miał na sumieniu! Wiesz co pielęgniarka próbowała mi wczoraj wcisnąć na kolację?! Powinni zainwestować w kurs gotowania dla personelu kuchni w tym białym wariatkowie….

-        Już wiem czemu recepcjonistka miała mord w oczach gdy zapytałem kiedy Cię wypiszą…

-        Co powiedziała?

-        Cytując? „Oby jak najszybciej…” Ale! Brown… Chyba przez ten wypadek uszczknęłaś trochę swojego talentu! A myślałem, że prezenty się nie zmarnują przy spotkaniu z twoją weną…

-        Prezenty są naprawdę wspaniałe…

-        Ale co?

-        Uważam, że niepotrzebnie tracicie na mnie pieniądze! -Powiedziała prosto z mostu.

Chłopak tylko zaśmiał się głośno i spojrzał na dziewczynę

rozmarzonym wzrokiem.

-        Ej maluszku… Ufasz mi?

-        No nie wiem wielkoludzie! A nie jesteś czasami jednym z tych czarnych charakterów?

-        Jakim cudem mnie przejrzałaś?! Zamierzam Cię porwać i uwięzić w tajnym lochu kilka kilometrów pod oceanem…

To mówiąc zawiązał naszej bohaterce oczy przepaską i zaczął wieść w bliżej nieokreślonym kierunku…

Kiedy Sara poczuła, że wózek zwalnia domyśliła się, że pewnie dotarli do celu…

-        Dobra Brown. Skoncentruj się… Pytanie za 100 punktów. Kogo chciałabyś teraz zobaczyć…

-        Fee, Harry, Adam, Albin i Ty …

-        Dobrze! Właśnie wygrałaś rejs na Galapagos jednoosobową tratwą!!! Możesz zdjąć opaskę mała...

Mimo braku opaski nic nie widziała…

-        Max?

Cisza………………..

-        Maksymilianie Black! Jeżeli to jest jakiś głupi dowcip przyrzekam, że dorwę Cię choćbyś wyjechał na Antarktydę badać pingwiny i wbiję w parkiet z takim impetem żebyś mnie do końca życia zapamiętał!!!

Niepostrzeżenie tuż przed Sarą zapłonął wielki tort. W tym momencie przypomniała sobie, że dzisiaj były jej osiemnaste urodziny… Zapaliło się światło i tuż za tortem stali wszyscy których wymieniła… Trzymali prezenty i wyśpiewywali: „Sto lat!”… Sara była naprawdę szczęśliwa jednak jej uwagę przykuły fałszywe uśmiechy gości… Owszem uśmiechali się, ale ich uśmiechy były jakby przygaszone, smutne…

Odwiedziny trwały kilka godzin, potem wszyscy uściskali Sarę i wyszli… Został tylko Max. Posprzątał i pomógł naszej bohaterce wejść do łóżka… Dziewczyna myślała, że zaraz ją przegna i również opuści, jednak myliła się… Max przysunął sobie krzesło bliżej niej i usiadł.

-          Sara mam dla ciebie jeszcze jeden prezent.

I nie patrząc się na dziewczynę wręczył jej małe pudełeczko… Otworzyła… Jej oczy natrafiły na bilecik… „Tym razem całkiem poważnie…” Dziewczyna wzięła go do ręki i włożyła pomiędzy kartki nowego pamiętnika… Kiedy z powrotem spojrzała na zawartość pudełeczka ujrzała delikatny srebrny wisiorek w kształcie połowy serduszka z wygrawerowanym napisem: „Love never fails…” „Miłość nigdy nie ustaje….” Przetłumaczyła w myślach.

-        Gdzie jest druga połowa Black?

Wciąż wpatrując się w podłogę odpiął powoli pierwszy guzik swojej koszuli i sięgnął ręką do środka. Po chwili jego dłoń znów się wyłoniła, a palce obracały mały srebrny wisiorek z takim samym napisem… Dziewczyna spuściła wzrok i uśmiechnęła się do swoich myśli. Przepowiednia zmienia ludzi… Ich życie… Niech więc tak będzie…

-        Sara… - zaczął Max

-        Już od dawna wiem…

-        Wredny, dwulicowy, kłamliwy….

-        Albin nic mi nie powiedział.

-        Więc skąd ty… Chyba nie umiesz czytać w   myślach co?

Przenikliwa cisza. Sara zastanawiała się nad tym czy nie powiedzieć mu, że ma racje. Uznałby ją za wariatkę. Jest za wcześnie. Potem spojrzała na wisiorek i ostrożnie wyjmując go z pudełka z błyszczącymi oczami zapięła sobie na szyi.


cd nastąpi.... :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz