Zaułki podświadomości.
Brama 2
Następnego dnia obudziła się dopiero o
drugiej po południu… Sama nie mogła uwierzyć w to, że zdolna jest spać tak
długo. W sumie na początku chciała nawet rzucić ze złością budzik w ścianę za
karę tego, że jej nie obudził… Jednak zrezygnowała… Wczoraj gdy tylko biała
szpitalna peleryna zniknęła za drzwiami Sali, dziewczyna rozpracowała dziwny
pojazd szpitalny zwany potocznie wózkiem… Czym prędzej więc miała zamiar wyjść
na świeże powietrze… Kiedy wyjechała za drzwi sali szpitalnej dogoniła ją Ella…
-
Panienko!
Proszę zaczekać! Byli u pani goście. Kazali przekazać tę paczuszkę. - podała
Sarze zawiniętą starannie w czerwony pergamin pakunek. Sara wzięła go grzecznie
i słuchała co pielęgniarka ma jeszcze do powiedzenia. Jednak zdenerwowała się
kiedy pomyślała o tym, że spała podczas gdy oni się martwili!
-
Kto
to był? Dlaczego do diabła nikt mnie nie obudził?!
-
Panienki
przyjaciele... – powiedziała bez przekonania - Jeden z chłopców przedstawił się
jako Max i prosił, żeby go zawiadomić kiedy tylko się pani obudzi. Nie kazał
budzić panienki tylko dlatego, że przyszedł…
-
Czy…
Zrobiła to pani?
-
Jeszcze
nie…
Sara nie musiała mówić nic więcej. Spojrzała tylko wymownie
na bladą i zmęczoną twarz kobiety co starczyło za te niewypowiedziane zdania.
Kiedy buła już po środku szpitalnego
ogrodu jej uwagę przykuł pewien znajomy dźwięk. Sara szukała go przez krótki
moment. Siedział dumnie wystawiwszy pierś do przodu na najwyższej gałęzi
stojącego na samym środku parku, świerku. Słowik… Dziewczyna przez chwilę
wsłuchiwała się w piękny śpiew ptaka, a potem przypomniała sobie o paczce,
którą nadal trzymała na kolanach. Rozwinęła ostrożnie papier i jej oczom ukazał
się wspaniały zestaw do szkicowania… Natychmiast zabrała się więc do próby
utrwalenia na papierze wciąż śpiewającego ptaka…
Kiedy kończyła szkic, zobaczyła nad sobą jakiś znajomy cień…
-
Max!
-
Podobno,
już Ci lepiej Brown.
-
Ta…
Powiedzmy, że jeszcze nie oszalałam. Chociaż jeżeli nie dostanę jednego
normalnego pełnowartościowego chipsa wyzionę ducha i do końca życia będziesz
mnie miał na sumieniu! Wiesz co pielęgniarka próbowała mi wczoraj wcisnąć na kolację?!
Powinni zainwestować w kurs gotowania dla personelu kuchni w tym białym
wariatkowie….
-
Już
wiem czemu recepcjonistka miała mord w oczach gdy zapytałem kiedy Cię wypiszą…
-
Co
powiedziała?
-
Cytując?
„Oby jak najszybciej…” Ale! Brown… Chyba przez ten wypadek uszczknęłaś trochę
swojego talentu! A myślałem, że prezenty się nie zmarnują przy spotkaniu z
twoją weną…
-
Prezenty
są naprawdę wspaniałe…
-
Ale
co?
-
Uważam,
że niepotrzebnie tracicie na mnie pieniądze! -Powiedziała prosto z mostu.
Chłopak tylko zaśmiał się głośno
i spojrzał na dziewczynę
rozmarzonym wzrokiem.
-
Ej
maluszku… Ufasz mi?
-
No
nie wiem wielkoludzie! A nie jesteś czasami jednym z tych czarnych charakterów?
-
Jakim
cudem mnie przejrzałaś?! Zamierzam Cię porwać i uwięzić w tajnym lochu kilka
kilometrów pod oceanem…
To mówiąc zawiązał naszej bohaterce oczy przepaską i zaczął
wieść w bliżej nieokreślonym kierunku…
Kiedy Sara poczuła, że
wózek zwalnia domyśliła się, że pewnie dotarli do celu…
-
Dobra
Brown. Skoncentruj się… Pytanie za 100 punktów. Kogo chciałabyś teraz zobaczyć…
-
Fee, Harry, Adam, Albin i Ty …
-
Dobrze!
Właśnie wygrałaś rejs na Galapagos jednoosobową tratwą!!! Możesz zdjąć opaskę
mała...
Mimo braku opaski nic nie
widziała…
-
Max?
Cisza………………..
-
Maksymilianie
Black! Jeżeli to jest jakiś głupi dowcip przyrzekam, że dorwę Cię choćbyś
wyjechał na Antarktydę badać pingwiny i wbiję w parkiet z takim impetem żebyś
mnie do końca życia zapamiętał!!!
Niepostrzeżenie tuż przed Sarą zapłonął wielki tort. W tym
momencie przypomniała sobie, że dzisiaj były jej osiemnaste urodziny… Zapaliło
się światło i tuż za tortem stali wszyscy których wymieniła… Trzymali prezenty
i wyśpiewywali: „Sto lat!”… Sara była naprawdę szczęśliwa jednak jej uwagę
przykuły fałszywe uśmiechy gości… Owszem uśmiechali się, ale ich uśmiechy były
jakby przygaszone, smutne…
Odwiedziny trwały kilka godzin, potem
wszyscy uściskali Sarę i wyszli… Został tylko Max. Posprzątał i pomógł naszej
bohaterce wejść do łóżka… Dziewczyna myślała, że zaraz ją przegna i również
opuści, jednak myliła się… Max przysunął sobie krzesło bliżej niej i usiadł.
-
Sara
mam dla ciebie jeszcze jeden prezent.
I nie patrząc się na dziewczynę wręczył jej małe pudełeczko…
Otworzyła… Jej oczy natrafiły na bilecik… „Tym razem całkiem poważnie…” Dziewczyna
wzięła go do ręki i włożyła pomiędzy kartki nowego pamiętnika… Kiedy z powrotem
spojrzała na zawartość pudełeczka ujrzała delikatny srebrny wisiorek w
kształcie połowy serduszka z wygrawerowanym napisem: „Love never fails…”
„Miłość nigdy nie ustaje….” Przetłumaczyła w myślach.
-
Gdzie
jest druga połowa Black?
Wciąż wpatrując się w podłogę odpiął powoli pierwszy guzik
swojej koszuli i sięgnął ręką do środka. Po chwili jego dłoń znów się wyłoniła,
a palce obracały mały srebrny wisiorek z takim samym napisem… Dziewczyna
spuściła wzrok i uśmiechnęła się do swoich myśli. Przepowiednia zmienia ludzi…
Ich życie… Niech więc tak będzie…
-
Sara…
- zaczął Max
-
Już
od dawna wiem…
-
Wredny,
dwulicowy, kłamliwy….
-
Albin
nic mi nie powiedział.
-
Więc
skąd ty… Chyba nie umiesz czytać w
myślach co?
Przenikliwa cisza. Sara zastanawiała
się nad tym czy nie powiedzieć mu, że ma racje. Uznałby ją za wariatkę. Jest za
wcześnie. Potem spojrzała na wisiorek i ostrożnie wyjmując go z pudełka z
błyszczącymi oczami zapięła sobie na szyi.
cd nastąpi.... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz